
Pani Stanisława Leśna, mieszkanka os. Orkana w Rabce-Zdroju, w maju tego roku obchodzić będzie 104 urodziny. Ale formy i zdrowia pozazdrościć jej może niejeden 70 czy 80-latek.
Daleko jej do zniedołężniałej staruszki. Chodzi o własnych siłach, bez kul, jeszcze w listopadzie była cmentarzu i głosować w wyborach samorządowych. Jest też w pełni sił umysłowych. - Czuję się bardzo dobrze, apetyt mam, koło siebie wszystko zrobię - mówi. Potwierdza to jej synowa. - Mama sama się myje, ubiera. Obowiązkowo codziennie rano robi sobie śniadanie, codziennie rano pije też kawę.
Urodziła się w 1907 roku na Mielecczyźnie. Do Rabki sprowadziła się w latach 30-tych. Przyjechała tu do swojej siostry. Aż do emerytury pracowała w pralni w rabczańskim szpitalu na stanowisku kierowniczki. Jej mąż pochodził z Rabki, z ul. Polnej. Zmarł w 1944 roku. Pani Stanisława nie wyszła ponownie za mąż, samotnie wychowała dwójkę dzieci.
Dobrze pamięta dawną Rabkę, współczesnym znaną jedynie ze starych fotografii, piękną i tętniącą życiem. Pani Stanisława uważa, że bardzo się przez te kilkadziesiąt lat zmieniał, i to niestety na gorsze. - To było inne życie, a ludzie byli dobrzy - wspomina. Dzisiaj nie podoba jej się, że na ulicach jest niebezpiecznie. - Dawniej to wieczorem dopiero rozpoczynało się spacery po mieście, a dziś strach wyjść - mówi. Ale wychodzi. Czeka na wiosnę i lepsza pogodę. - Teraz jest za ślisko - mówi.
r/
Zdjęcia w galerii Piotr Kuczaj